Bylo to jedno z tych paskudnych jesiennych przedpoludni. Wszystko na okolo mokre, czlowiekowi nie chcialo sie nawet wyjsc z domu, zrobic kilku krokow by znalezc sie w przytulnej, zadymionej karczmie.
‘U Edka’ bylo dzis pusto, jak nigdy. Wiatr chulal w pomieszczeniu, przemieszczajac z kata w kat okruchy zmieszane z piachem. Za oknami drzewa uginaly sie, stukajac galeziami po szybach. Poza tym bylo cicho i spokojnie. W mordowni byl tylko karczmarz Wlodek Kraski, ktory wpadl na krutka przerwe i Ernest. Mozna bylo go tu spotkac zawsze i o kazdej porze, nawet gdy bylo zamkniete, w zasadzie to mieszkal w tym przybytku. Za pomoc przy gospodarstwie i trzodzie mogl tutaj nocowac. Edek przetarl kilka kufli brudna sciera, te które wedlug niego byly juz czyste chowal do szafy. Wlodek oddal mu butelke po Byku i wszedl, wsiada w traktor i ruszya z powrotem pracowac. Nic sie nie dzialo. Wlaciciel podazyl radio do kontaktu, które sluzylo mu juz dobre dwadziesca lat, poprawil plaster który przytrzymywal kieszen na kasety, po chwili wnetrze karczmy wypelnil melodyjny zaburzanski, meski glos.
W tym samym czasie, kilkadziesiat metrow od miejsca gdzie przelany alkochol mierzy sie w hektolitrach, na pobliskim wzniesieniu stal Marian Natuszkiewicz. Obok niego, dwunastoletni syn, Janek. Ojciec dumny byl z potomka, chlopak w gospodarstwie zaradny i w szkole jakos mu szlo. Przyprowadzil go tutaj nie bez powdu.
- Widziesz... przyprowadzilem Cie tutaj nie bez powodu – zaczal spokojnie, niby w glebokim zamysleniu, jego spojrzenie skupialo sie w tej chwili gdzies daleko za polem Czarniewskich.- Otoz jestes juz w takim wieku, iz powinienes zdawac sobie sprawe z pewnych ogolnie panujacych zasad....
- Ale tato, ja wiem..
- Nie przerywaj kiedy ojciec mowi, zapamietaj to. Na czym to ja... ah. Widzisz tamten lasek synku? - wskazal palcem odlegle skupisko drzew.
- Tamto lo? – upewnil sie chlopiec
- Ta... –odparl zadumany. -A wiesz do kogo nalezy ten obfity w grzyby,jagody i inne wspaniale dary przyrody skrawek ziemi?!
- No... do Ciolkow chyba? - odparl po chwili zastanowienia
- Wlasnie! A niby czemu nie jest nasz?
- Bo chyba od zawsze byl ich...
- Gowno prawda synek, gowno prawda! Ten lasek nalezal kiedys do nas!
Chwycil syna za ramie i zaczal mu opowiadac historie która uslyszal od swojego ojca.
Zrelacjonowal mu dzieje rodzinnej wioski, Wasylowa. Opowiedzial wszystko co sam wiedzial, o konflikcie z pobliska miejscowoscia, Ciolkami, odwiecznym wrogiem. O tym jak z nimi walczyli, o tutejsze tereny, pola, lasy i laki.
Przyblizyl chlopcu postac dziadka, ktorego Janek nie znal przyszedl na swiat kilka miesiecy za pozno. Wiedzial tyle, ze nosi imie na jego czesc. Ojciec Mariana zginal podczas jedej z akcji, gdy wyzwalal swoich kompanow z ciolkowieckiego aresztu. Oddal zycie za najszlachetniejsza z wiezi laczacych wioskowych mezczyzn, przyjazn od ‘kielonka’. Ojciec opowiadal kilka minut, zaszczepiajac w mlodym pokoleniu ksenofobie oraz patryjotyzm lokalny a syn sluchal w godnym podziwu skupieniu. Skonczyl. Wzial gleboki wdech, poczochral czupryne syn. Spojrzeli razem w strone wsi zamieszkanej przez wroga, Marian siarczyscie splunal Janko zawtorowal.















Comments
--
The best shisha in Poland
Wiecej juz jest, to jest wlasciwie wstep do calosci. Bede publikowal fragmenty jak zobacze, ze sie podoba.
Ale ludzi potrafia byc slabi
--
My grandfather told me that is better to rule in hell then serve in heaven....Well im tierd of serving in hell
Skasowala swojego wczesniejszego komenta
Pogadalem troche z nia i okazalo sie ze taka z niej algierka czy co tam jak ze mnie hiszpan
--
My grandfather told me that is better to rule in hell then serve in heaven....Well im tierd of serving in hell
--
All work no play make Jack a dull boy...
Previous Page12345Next Page